Witamy na stronie Opactwa Mniszek Benedyktynek w Staniątkach

Naszym celem jest wielbić Boga przez wspólną modlitwę liturgiczną i przez życie w siostrzanej wspólnocie. Pod opieką Matki Najświętszej usiłujemy przez miłość upodobnić się do Chrystusa, bo On jest Drogą, Prawdą i Życiem. Musimy też oczywiście zapracować na swoje utrzymanie.

15-04-2016

S. MAŁGORZATA BORKOWSKA. SPORY O DATĘ FUNDACJI

Klasztor staniątecki stoi już sobie te osiem wieków, albo prawie, i wszelkie kościelne i świeckie władze i urzędy od początku uznawały i uznają jego istnienie, zarówno faktyczne jak prawne. Ale gdzie jest akt fundacji? Nie ma. I nawet nie jest pewne, czy kiedykolwiek istniał, czy go w ogóle spisano. Bo czym tłumaczyć fakt, że zachowało się tyle innych dokumentów z pierwszego stulecia istnienia klasztoru, a ten jeden, najważniejszy, właśnie zaginął, i nie próbowano go nawet (jak była moda w średniowieczu) odtworzyć?



To odtwarzanie dokumentów zaczęło się, jak już mówiłam, po najazdach tatarskich, kiedy liczne podstawy prawne, regulujące byt różnych instytucji, poszły z dymem, i trzeba było niemal wszystko ustalić od nowa. Dzisiaj uczeni mediewiści po różnych drobnych nieścisłościach czy anachronizmach odróżniają takie odtwarzane teksty od pierwotnych i dzielą dokumenty na autentyki i falsyfikaty. Ale Staniątki najazd tatarski ominął, więc akt fundacji, jeśli istniał i wtedy nie zaginął, byłby się zapewne ostał do dzisiaj; a jeśli istniał i zaginął, to by go najprawdopodobniej odtworzono. A nic takiego nie ma. Jest tylko (w wersji odtworzonej) nadanie dla Klemensa Gryfity z roku 1228. Klemens mianowicie dostał wtedy od księcia opolskiego Kazimierza kilka wsi położonych na Śląsku, a więc za granicą; należy pamiętać, że są to czasu rozbicia dzielnicowego. Darowizna była nagrodą za pracę przy fortyfikowaniu zamku opolskiego czyli stolicy tegoż Kazimierza. W tym dokumencie nie ma jeszcze mowy o żadnym klasztorze; przechowywano go tu jednak, ponieważ te wsi zostały potem przekazane benedyktynkom jako część ich uposażenia, więc potrzebny był dowód, że fundator posiadał je legalnie i miał prawo darować je córce w posagu. Nie jest też jasne, czy Klemens w chwili otrzymywania tych wsi mieszkał jeszcze na Śląsku, czy też wrócił już do Małopolski, z której poprzednio ród jego był wygnany przynajmniej do roku 1227.
Kolejny dokument pochodzi w roku 1234: inny Piast-sąsiad, książę sandomierski Bolesław, nadaje temuż Klemensowi wieś Szyce i stwierdza, że obdarowany natychmiast przekazał dar swojej żonie Racławie. I znowu żadnej wzmianki o fundacji. Sześć lat później klasztor istniał już jednak na pewno, i to przynajmniej od kilku lat, gdyż właśnie w roku 1238 biskup krakowski Wisław konsekrował jego zbudowany już kościół. Nikt jednak nie zapisał, kiedy konkretnie zaczęto budowę, ani kiedy właściwie wprowadzono tu pierwsze siostry, ani tym bardziej, czy przyszły już na gotowe, czy też mieszkały czas jakiś w prowizorycznych barakach, czekając na wykończenie budynku. Bywało w historii i tak, i tak…
Potem przez kilka wieków klasztor po prostu istniał; kumulowały się tradycje i wspomnienia, ale przekazywane tylko ustnie; kronik nigdy tu nie pisano. Otóż tradycja przekazywana ustnie często po drodze wzbogaca się o domysły czy interpretacje, które czasem można poznać (jak rozpoznaje się „odtwarzane” dokumenty) po śladach pojęć epoki, w której powstały – ale czasem są nie do odróżnienia; kolejne pokolenia przyjmują je bez problemu i przekazują dalszym. Ponad pięć stuleci po fundacji naszego klasztoru, w drugiej połowie osiemnastego wieku, w całym europejskim świecie monastycznym obudziła się silna tendencja do badania własnych dziejów; szukano źródeł, kopiowano je, pisano o nich. We Francji akurat przed rewolucją mnisi skopiowali wszystkie swoje źródła, co ocaliło teksty bardzo wielu z nich. W Staniątkach zajęła się tym s. Anna Kiernicka, i oczywiście stanęła natychmiast przed problemem daty fundacji. Pisze:
To było roku Pańskiego 1235. Że nie wcześniej, okazuje się stąd, że ten Klemens, biorąc w nadgrodę czynności swoich od Bolesława syna Leskonowego wsi niektóre… jeszcze żadnej wzmianki o fundacji klasztoru nie czyni, i owszem te wsi zaraz Racławie małżonce swej darował. Jest o tym w archiwum klasztornym roku Pańskiego 1234. … Nie było jeszcze tylko w Polsce, ale ani w Szląsku klasztoru białogłowskiego pod regułą świętego ojca Benedykta, więc umyślili taki zbudować…
Siostra Kiernicka nie wiedziała, że klasztor w Trzebnicy, założony w roku 1203, miał od początku swego istnienia regułę św. Benedykta (i oczywiście zachował ją także po przystąpieniu w roku 1218 do kongregacji cysterskiej). Nadto już w roku 1213 z Trzebnicy wysłano grupę fundacyjną do Ołoboku, a więc już odtąd dwa żeńskie klasztory żyły w Polsce według tej reguły, chociaż wkrótce zaczęły stosować jej cysterską interpretację. Gdyby jednak nawet wiedziała o tym, powiedziałaby prawdopodobnie, zgodnie z pojęciami swojej epoki, że liczy benedyktynki, a nie cysterki. Cała tradycja klasztoru staniąteckiego zgodnie stwierdzała, że „my w Polsce jesteśmy pierwsze”, i siostra Kiernicka zdecydowanie tę tradycję podtrzymuje. Ton jej wywodów sugeruje jednak, że musi polemizować z kimś, kto datę fundacji przesuwał jeszcze bardziej wstecz; i rzeczywiście, takich nie brakowało. Należy pamiętać, że były to czasy rozbiorów, czasy wielkiej destabilizacji oraz politycznego zagrożenia; w takich czasach jest rzeczą normalną i obficie poświadczoną, że pamięć rodzinna (czy klasztorna) wyolbrzymia zarówno zasługi, jak i dawność rodu czy instytucji. A jeśli jeszcze w dodatku władza zaborcza co rok od nowa przysyła do wypełnienia ankietę z pytaniami o czas założenia i szczegóły wyposażenia, to zjawia się pokusa, by coraz to bardziej wstecz odsuwać datę początku. Skoro i tak jest domyślna… I rzeczywiście w korespondencji urzędowej z tego okresu nie brak dat zupełnie domyślnych; raz nawet znajdujemy curiosum: pisząca list, zapewne sekretarka ksieni, podaje datę „1200”, a ktoś (może siostra Kiernicka w imię ścisłości historycznej?) przekreśla to i nadpisuje: 1235. Cóż, 1200 to byłoby nawet przed Trzebnicą… pierwszeństwo zapewnione… tylko że Klemens fundator, jeśli już nawet żył, mógł być dopiero małym chłopcem.
Ale jak mogło być naprawdę? Późne wersje, znajdowane dzisiaj w archiwum, rozstrzelają się między 1200 a 1238. Pierwsza z tych dat jest oczywiście niemożliwa; ale potem to już zgaduj – zgadula. Ostatecznie nawet na wygnaniu na Śląsku można było robić plany; rodzony brat Klemensa, Wierzbięta, późniejszy benedyktyn w Tyńcu, nie poprzestał na planach, ale swoim własnym dziedzictwem uposażył w roku 1213 nowo powstający klasztor w Ołoboku. Może to tam pierwotnie miała być rodowa fundacja Gryfitów, a dopiero po powrocie do Małopolski i po wyklarowaniu się sytuacji rodzinnej (Klemens nie miał synów, którzy by po nim dziedziczyli) postanowiono zrealizować także drugą fundację, już na rodzinnym terenie? I znowu domysły…
Powiedzmy sobie raz wyraźnie: fundacja klasztoru to długi, wielofazowy proces, a nie rzecz do załatwienia z doskoku, od ręki. Nawet dzisiaj, w epoce błyskawicznego porozumiewania się z końca na koniec świata, ileż to trzeba wydreptać się po urzędach, ile kilogramów podań i dokumentacji wypisać i dostarczyć, żeby uprawomocnić jeden niewielki remont! A w tamtych czasach do Rzymu po pozwolenie na fundację jechało się kilka miesięcy, wśród ogromnych kosztów i jeszcze większych niebezpieczeństw. Do władcy, w tym wypadku księcia krakowskiego, było oczywiście o wiele bliżej, tylko że ten władca nie tkwił jak kołek w stolicy, ale średniowiecznym zwyczajem podróżował ciągle po kraju, załatwiając wszelkie sprawy i sądy. (Wystarczy zobaczyć, z ilu różnych miejsc datowane są dokumenty ówczesnych władców.) I nawet jeśli się go już gdzieś dopadło, nawet jeśli się miało z racji osobistej przyjaźni lub piastowanego urzędu łatwe dojście, to nie można było załatwić sprawy od razu: „Słuchaj, Kazik, podpisz mi tu papierek…” Najpierw musiała się napracować książęca kancelaria, sporządzając dokument, potem na jakimś zjeździe krajowym musieli się zebrać dostojni świadkowie… wszyscy oczywiście podpisują także, więc całą masę ludzi należało przedtem do sprawy przekonać, tak świeckich, jak i duchownych. Przecież istnienie takiego klasztoru będzie miało wpływ na życie państwa; tym większy, jeśli państwo jest małe, a uposażenie klasztoru duże: to jakby osadzić jakiś nowy ród magnacki. I nawet jeśli do spisania dokumentu książęcego ani papieskiego ostatecznie nie doszło (skoro się nie zachowały), to dobrą wolę wszystkich zainteresowanych należało i tak zapewnić; inaczej byt klasztoru byłby od początku i stale zagrożony.
A przecież dreptanie po instancjach i całe tzw. załatwianie sprawy mogło mieć miejsce dopiero wtedy, kiedy plan już powstał i nabrał konkretnych kształtów. Jak długo przedtem powstawał? Gdyby ktoś chciał koniecznie bronić owej nierealnej daty „1200”, to zawsze mógłby się upierać, że już dziadek fundatora (także zresztą Klemens) zamierzał, tylko nie zdążył… że nawet miejsce już wybrał… Byłoby to twierdzenie zupełnie gołosłowne, ale niestety zaprzeczyć można też tylko gołosłownie, skoro żadne dokumenty nie istnieją.
I wreszcie, po trzecie, co jest właściwie fundacją i kiedy to jest ten główny moment fundacji? Najpierw jest plan i postanowienie, potem jest załatwianie urzędowe, ale kiedyś musi nastąpić to, co najważniejsze: faktyczne sprowadzenie zakonnic. Spisanie aktu fundacji (jeżeli w ogóle go spisano) mogło się odbyć albo na całe lata przedtem, albo na całe lata potem; zdarzało się i jedno, i drugie. W dodatku nie miał tu miejsca przyjazd grupy fundacyjnej z jakiegoś już istniejącego klasztoru, ale zgromadzenie się grupy miejscowych kandydatek, które życia zakonnego uczyli benedyktyni tynieccy. Zaistnienie wspólnoty (sprowadzonej czy zgromadzonej) można by uznać za ten najwłaściwszy moment fundacji; urzędowe załatwianie mogło być przedtem, ale mogło też być i potem, jeśli nie nadążało, znane są takie przypadki. Ale cóż, także w tej sprawie nie ma żadnych zapisów źródłowych i nie wiemy, kiedy to nastąpiło. Jakiś legalista mógłby się zresztą upierać, że ponieważ nie można mówić o prawnym istnieniu klasztoru, dopóki nie ma w nim sióstr po ślubach wieczystych, to dopiero z chwilą złożenia ślubów przez pierwszą grupę kandydatek fundacja faktycznie i prawnie zaistniała; a jakaż lepsza mogła być do tego okazja niż uroczystość poświęcenia kościoła zakonnego? To przesuwałoby datę „fundacji” aż do roku 1238, ale znowu: tak twierdzenie, jak i zaprzeczenie może być tylko gołosłownym domysłem.
A czy to takie ważne? Skoro od ośmiu wieków klasztor faktycznie stoi, czy koniecznie musimy wiedzieć, w którym punkcie pierwszej połowy trzynastego wieku zebrała się tutaj garstka Małopolanek, przywdziała habity i zaczęła śpiewać chwałę Bożą w chórze? Data jest o tyle ważna, że gdzieś w obecnym półwieczu przypadałaby ta osiemsetna rocznica, a my nie wiemy, gdzie ją umieścić i kiedy ją obchodzić. I z braku danych musimy się z tą niewiedzą pogodzić; a w którym punkcie, byle przed rokiem 2038, urządzimy jubileusz, to już jest rzeczą zupełnie, ale to zupełnie dowolną. 2016? Niechże będzie 2016; zwłaszcza, że właśnie teraz tak wielu życzliwych nam ludzi poparło ten pomysł i chce świętować z nami.






 

Europejski Fundusz Rolny na rzecz Rozwoju Obszarów Wiejskich: Europa inwestująca w obszary wiejskie.
Publikacja współfinansowana ze środków Unii Europejskiej w ramach działania 413 "Wdrażanie lokalnych strategii rozwoju" dla małych projektów Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich
na lata 2007 - 2013. Instytucja Zarządzająca Programem Rozwoju Obszarów Wiejskich na lata 2007 - 2013 - Minister Rolnictwa i Rozwoju Wsi.