Witamy na stronie Opactwa Mniszek Benedyktynek w Staniątkach

Naszym celem jest wielbić Boga przez wspólną modlitwę liturgiczną i przez życie w siostrzanej wspólnocie. Pod opiekę Matki Najświętszej usiłujemy przez miłość upodobnić się do Chrystusa, bo On jest Drogą, Prawdą i życiem. Musimy też oczywiście zapracowaæ na swoje utrzymanie.

Oblaci

s. Ma³gorzata Borkowska OSB

O modlitwie, do oblatów tynieckich


Szed³ indyk ulic± Wolsk±.
- Czy umie pan mówiæ po polsku?
- Nie umiem. – A po jakiemu?
-Po indyczemu, po kurzemu,
A jeszcze po gêsiemu i po kaczemu…

Ca³ej rozmowy nie pamiêtam, to ju¿ by³o ponad siedemdziesi±t lat temu… Ale w ka¿dym razie koñczy³o siê tak:
- A wysoko mieszka pan indyk?
- Na pi±tym piêtrze bez windy!
- Tak wysoko! Mój Bo¿e!
To pewnie na obiad pan zd±¿yæ nie mo¿e?
- No w³a¶nie. A w domu zamieszanie,
wszyscy zaczynaj± narzekaæ,
towarzystwo do sto³u zasiad³o…
- A czy musz± na pana czekaæ?
- Tak¿e pytanie!
Przecie¿ to nie ja bêdê jad³, tylko mnie siê bêdzie jad³o.

Nie zwariowa³am, nie. Tylko mnie w dzieciñstwie karmiono wierszami Brzechwy, ten umia³am na pamiêæ, zanim jeszcze mog³am dobrze go wymówiæ; zaraz siê oka¿e, po co go cytujê.
Mamy mówiæ o modlitwie.
Modlitwa to ¶wiadoma postawa wobec Boga.
Modlitwa nie jest jedn± z wielu czynno¶ci, jedn± z wielu praktyk, do której zabieramy siê osobno, po kolei. Trzeba oczywi¶cie mieæ na ni± czas osobny, inaczej przepadnie; ale ten czas osobny jest po to, ¿eby modlitwa mog³a rozci±gn±æ siê na ca³e ¿ycie, ¿eby stawa³a siê nasz± wewnêtrzn± postaw±, naturaln± jak oddech i konieczn± jak oddech: Czy jecie, czy pijecie, czy cokolwiek innego czynicie, wszystko na chwa³ê Bo¿± czyñcie. Modlitwa kszta³tuje ¿ycie i wyra¿a ¿ycie.
S± ludzie, którzy usi³uj± rozwin±æ w sobie ¿ycie modlitwy mniej wiêcej tak, jak mo¿na próbowaæ rozwijaæ w sobie jak±¶ po¿±dan± cechê, na przyk³ad krzepê fizyczn± albo siln± wolê. W takim wypadku „JA” jestem w centrum uwagi, moja korzy¶æ, moje udoskonalenie, moje uspokojenie, moje zdrowie fizyczne albo duchowe, moja duchowa przyjemno¶æ. Taki (jak mówi Nicholl) duchowy lukier na torcie ziemskiego sukcesu. Ale to nie jest modlitwa; albo mo¿e i jest, ale do siebie samego. Istot± prawdziwej modlitwy jest zwrot mojego „ja” do TY, i to TY niewidzialnego. I nie chodzi o to, ¿eby co¶ osi±gn±æ, co¶ dla siebie uzyskaæ, tylko odwrotnie: ¿eby siê oddaæ. Do pe³nej dyspozycji, na przepad³e.
Je¿eli kto¶ chce siê naprawdê modliæ, niech zapomni o takich celach czy idea³ach, jak „wyra¿anie siebie”, „realizowanie siebie”. Bo je¿eli bêdzie w ¿yciu d±¿y³ do realizowania siebie, i koncentrowa³ siê na sobie, a na modlitwie próbowa³ skoncentrowaæ siê na Bogu, bêdzie rozdarty i d³ugo w takim rozdarciu nie wytrwa: bêdzie nadal kr±¿y³ sam wokó³ siebie i w koñcu przestanie siê modliæ, nawet choæby mu siê wydawa³o, ¿e nie przesta³. To nie znaczy, ¿e ka¿dy musi dla umo¿liwienia sobie modlitwy zmieniaæ natychmiast ca³y tryb ¿ycia, zawód i stan: ale ¿e ka¿dy musi, dla umo¿liwienia sobie modlitwy, zmieniæ intencjê, w jakiej pracuje. Dla Boga, nie dla siebie ani dla swojej „realizacji”.
Kto¶ mnie kiedy¶ zapyta³, w jaki sposób zakonnica mo¿e zrealizowaæ siebie w klasztorze. Odpowiedzia³am, ¿e nie po to tu przysz³a. Je¿eli zaufa mi³o¶ci Boga i podda siê Jego prowadzeniu, zrealizuje – nie „siebie”, ale co¶ o wiele wa¿niejszego: swoje powo³anie, swój, od Boga dany, kszta³t mi³o¶ci do Niego. Je¿eli jednak bêdzie z góry stawiaæ warunki, okre¶laæ sama, co mianowicie chce robiæ i jak siebie realizowaæ, to spêdzi ca³e ¿ycie na wyk³ócaniu siê: z Bogiem na modlitwie, a z prze³o¿onymi poza chórem; i jedyne, co ostatecznie osi±gnie, to choroba nerwowa: jej w³asna i paru osób z otoczenia. Bóg nie ma obowi±zku uwzglêdniaæ naszych gustów. Ile¿ jest takich wypadków! Chcia³a zakonnica jechaæ na misje, a wyl±dowa³a na wózku inwalidzkim. Chcia³ mnich byæ pustelnikiem, a zrobili go w klasztorze szafarzem. Albo w³a¶nie chcia³ byæ szafarzem, organizatorem – takie talenty! – a zrobili go katechet±. Ale Bogu nie stawia siê warunków. Bogu trzeba zaufaæ w ciemno; inaczej modlitwy nie bêdzie.
Mutatis mutandis, to siê stosuje tak¿e do wszystkich chrze¶cijan. Bóg chce od nas modlitwy tam i w takich warunkach, w takich okoliczno¶ciach, w takich wydarzeniach, w jakich nas stawia; nie w takich, w jakich my akurat mamy ochotê siê znale¼æ. Te pierwsze s± rzeczywisto¶ci±, te drugie fantazj±. Nie ma sensu próbowaæ ¿yæ w oparach fantazji, a z Bo¿± rzeczywisto¶ci± siê rozmijaæ. To, co dzi¶ nazywaj± wirtualn± rzeczywisto¶ci±, ma warto¶æ tylko o tyle, o ile co¶ mówi o rzeczywisto¶ci prawdziwej, Bo¿ej, i jako¶ nas wobec niej ustawia. Na tej zasadzie dzia³a wszelka ba¶ñ czy powie¶æ: wspania³y ¶rodek wyrazu, je¶li jest ¶rodkiem wyrazu, ale anty-modlitwa, je¶li jest ucieczk± od rzeczywisto¶ci. Bo nasze ¿ycie i nasze zbawienie s± tutaj, w tej rzeczywisto¶ci, danej nam jako nasze poletko do uprawiania, tak jak Adam dosta³ do uprawiania ogród Eden. I nie ma sensu próbowaæ modliæ siê rzeczywisto¶ci±, której nie ma, zamiast t±, która jest.
Jakie s± narzêdzia modlitwy? Ca³a ja, ca³a moja osobowo¶æ, wszystkie elementy mojego cz³owieczeñstwa; moje ¿ycie emocjonalne i moje w³adze poznawcze, i moje ¿ycie osobiste, i zawodowe, wszystko. Wszystko, co jest mn±, jest podmiotem dzia³aj±cym w kontakcie z Bogiem.
Jakie jest tworzywo modlitwy? Wszystko, co jest, jest tworzywem naszej modlitwy, bo jest przedmiotem naszego kontaktu z Bogiem.
A wiêc, po pierwsze i najwa¿niejsze, jest nim On sam: to, co On nam objawia o sobie. Poznawanie tego jest przepiêknym rodzajem modlitwy. To przede wszystkim po to Bóg da³ nam umys³, rozum, w³adze poznawcze – jakkolwiek to nazwiemy – ¿eby¶my Jego poznawali, na tyle, na ile to dla nas mo¿liwe ju¿ tutaj. S± ludzie, którzy uwa¿aj±, ¿e Bóg ma obowi±zek nape³niaæ nas na modlitwie wiedz±, kontemplacj± wlan±, i ¿e wobec tego marnowaliby czas, studiuj±c teologiê. Ale Bóg takiego obowi±zku nie ma, ani nie robi tego na zawo³anie – poczekajcie z kontemplacj±, a¿ bêdziecie w niebie – tote¿ te dusze marnuj±, ale nie czas, tylko dane sobie przez Boga zdolno¶ci, których gotowe s± u¿ywaæ do wszystkich spraw ziemskich i przemijaj±cych, tylko nie do tego, do czego przede wszystkim zosta³y stworzone. Zawsze ³atwiej jest czekaæ na mannê z nieba, ni¿ uprawiaæ zbo¿e; ale Chrystus nie mannê, tylko w³a¶nie pszenicê zrobi³ materi± do Eucharystii: owoc ziemi i pracy r±k ludzkich. I wmawiaj±c sobie, ¿e nam manna leci, mo¿na siê z Eucharysti± rozmin±æ; podobnie jak z mo¿liwo¶ci± czytania w jêzykach obcych rozmijaj± siê te zacne dusze, którym siê nie chce uczyæ siê s³ówek, a wol± czekaæ na dar „mówienia jêzykami”.
Drugim tworzywem naszej modlitwy jest nasze ¿ycie, okoliczno¶ci, potrzeby. Czasem pêdzi to wszystko tak szybko, ¿e nie ma czasu na nic wiêcej, tylko pokazywaæ to Panu. Czy bez naszego pokazywania nie widzi? Widzi oczywi¶cie, ale lepiej jest, je¶li patrzymy razem.
Du¿o siê mówi o metodach modlitwy. Jest ich mnóstwo, i s± dobre, ka¿da w swojej porze i w swoim – nazwijmy to – krajobrazie; byleby tylko w ¿adnej nie utkwiæ tak, jakby metoda by³a wa¿niejsza od modlitwy, droga od celu, d±¿enie do Boga od Boga. Ka¿d± po jakim¶ czasie zostawiamy za sob±, jak ptaszek zostawia za sob± skorupkê jajka, z którego siê wyklu³. Jedyn± trwa³± metod± modlitwy jest intencja modlitwy.
Co mo¿na przez modlitwê osi±gn±æ? Nic. Celem modlitwy nie jest osi±ganie czegokolwiek, podliczanie punktów, zaliczanie etapów. Celem modlitwy nie jest nawet ¶wiadomo¶æ, ¿e¶my siê dobrze modlili. Bóg sam jeden wie, w czym jest wiêcej Jego chwa³y: w naszych kulawych intencjach, czy w naszych ko¶lawych osi±gniêciach? Celem modlitwy jest Bóg i nasze staranie o wzrost mi³o¶ci do Niego. Tu w³a¶nie wchodzi nam ten indyk: nie ja bêdê jad³, tylko siebie mam ofiarowaæ. W ca³o¶ci, na przepad³e.
Kiedy siê dowiemy, czy¶my siê naprawdê modlili? Po ¶mierci, ale tam to ju¿ nie bêdzie wa¿ne: Bóg zajmie ca³± nasz± zachwycon± uwagê i nie bêdziemy jej marnowaæ na siebie i swoje osi±gniêcia.
Bo tu na ziemi nasza modlitwa, im jest intensywniejsza, tym bardziej siê obija, siniaczy i rani o Bo¿± niewidzialno¶æ. Wydaje siê nam: nico¶æ, pustka, nic uchwytnego. To samo mog³aby powiedzieæ mrówka, wêdruj±ca po ludzkiej d³oni i widz±ca z niej tylko co¶ oko³o centymetra kwadratowego. Jest tylko jedna, kapitalna ró¿nica: mrówkê cz³owiek strz±sa, a cz³owieka Bóg prowadzi, a¿ w koñcu doprowadzi tam, gdzie poznanie Go bêdzie ju¿ mo¿liwe. Twarz± w twarz.



Europejski Fundusz Rolny na rzecz Rozwoju Obszarów Wiejskich: Europa inwestująca w obszary wiejskie.
Publikacja współfinansowana ze środków Unii Europejskiej w ramach działania 413 "Wdrażanie lokalnych strategii rozwoju" dla małych projektów Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich
na lata 2007 - 2013. Instytucja Zarządzająca Programem Rozwoju Obszarów Wiejskich na lata 2007 - 2013 - Minister Rolnictwa i Rozwoju Wsi.